Sukces? Nie tworzyć contentu dla siebie
Spotkanie intrygujących edukatorów, miejsce wymiany
myśli, arena do prowadzenia dialogu – o recepcie na
najbardziej społecznościowy blog w firmowej blogosferze
opowiada Michał Wojciechowski, doradca zarządu
Domu Maklerskiego Banku Ochrony Środowiska.
Jaka jest recepta na najbardziej społecznościowy blog
firmowy?
Zdefiniujmy najpierw, co oznacza społecznościowy?
Zgodnie z tym, co usłyszeliśmy na rozdaniu nagród
za firmowy blog roku 2012 (blog firmowy BOŚ zdobył
specjalne wyróżnienie w tegorocznej edycji konkursu –
red.) wygląda na to, że serwis Blogi.bossa.pl wyróżnia się
dzięki… komentatorom. Wypadałoby zatem ich zapytać,
co przyciąga ich do naszego bloga. Tak też zrobiłem.
I co się okazało?
Że odpowiedź: „okazja do dyskusji i polemik” wcale
nie była najpopularniejsza. Połowa osób stwierdziła,
że teksty na blogach są inspiracją do przemyśleń,
a 48% z pytanych uznało, że poszerzają ich wiedzę
na temat rynków, instrumentów finansowych i technik
inwestowania. Popularna była też odpowiedź, że blogi
stanowią filtr ciekawych artykułów, książek, serwisów oraz
że są drogowskazem, w którą stronę pójść w edukacji
rynkowej. Jak widać, obraz jest dość klarowny. Wcale nie
trzeba szokować czy bawić ludzi, czyli stosować wszelkich
chwytów, żeby było łatwo, lekko i przyjemnie. Myślę, że
trzeba zaintrygować, ale przede wszystkim mieć coś do
powiedzenia. Coś, co rzeczywiście interesuje czytelników.
To działa?
W manifeście blogowym 5 lat temu napisałem: „Serwis
Blogi.bossa.pl nie musi tworzyć społeczności. Ma być
środkiem wyrazu dla osób, które są już zgromadzone wokół
Bossa.pl”. Mimo to ogromną radość sprawia nam fakt, że
ta społeczność się powiększa. I że chce z nami rozmawiać.
Stosujemy więc magiczną formułę: Intrygujący edukatorzy
+ Wymiana myśli, doświadczeń, pomysłów + Dialog = Blog
społecznościowy. Jednak najważniejszym elementem
są tutaj aktywni komentatorzy. Bez nich blog pozostaje
blogiem cichej społeczności.
Na blogach Bossa.pl pisze kilku autorów. Jak to jest
zorganizowane?
Łączymy uporządkowanie i dyscyplinę jednych autorów
z twórczym chaosem innych. Mamy grafik, którego jednak
nie przestrzegamy bardzo ściśle. Podział tematyki też jest dość
umowny. Co ciekawe, zdarza się, że podrzucamy sobie tematy
albo wręcz zamieszczamy polemiczne wpisy. Pamiętam, że
było kilka tematów (np. uwolnienie zawodu maklera czy afera
Amber Gold), na które każdy z nas „wysmarował” przynajmniej
jeden wpis. Nie zdarza się na szczęście wyrywanie sobie
tematów.
Jakie są największe trudności związane z prowadzeniem
firmowego bloga?
Jesteśmy w tej komfortowej sytuacji, że nie musimy co miesiąc
udowadniać, żenasz blogosiąga jakieśwymyślnewskaźniki (np.
ilośćodsłon, odwiedzin, konwersji itp.). Pozostaje zatemzmagać
się z okresowymi brakami weny twórczej, a w moim przypadku
z brakiem czasu lub pewną nieśmiałością, z jaką podchodzę
do wpisów o produktach DM BOŚ. Zawsze mam wrażenie, że
są zbyt „marketingowe” w porównaniu do merytorycznych
tekstów moich kolegów. Na szczęście czytelnicy zazwyczaj nie
podzielają tych obaw.
Mówił Pan, że zakładając blog nie wiedział, co kryje się
dokładnie za tym narzędziem. Kiedy zorientował się Pan, że
tworzy tak naprawdę content marketing?
Parę miesięcy temu. Zaintrygował mnie artykuł o tym, że
content marketing stał się bardzo popularny i jest wskazywany
jako skuteczna droga do zainteresowania klientów marką.
Zorientowałem się, że taki swoisty CM uprawiamy na blogu od
5
lat i nawet o tym nie wiemy :) To zaskakujące odkrycie nie
zmieniło jednak naszego spojrzenia na świat. Nadal trzymamy
się zasady: „jeśli będziemy pisać na temat, ludzie będą chcieli
to czytać”. Jeśli będziemy pisać przy okazji marketingu, szybko
okaże się, że tworzymy content tylko dla siebie.
Nie bardzo wierzę w interakcję ludzi z marką,
raczej ludzi z ludźmi marki. Jeśli jedni i drudzy
przejawiają te same zainteresowania, a ludzie
marki potrafią do tego pisać i edukować, to jest
szansa na dialog. Pod warunkiem oczywiście, że
dopuszczają innych do głosu, i że nie stawiają się
na piedestale mędrców i ekspertów”.